Dzięki wyjazdowi do dziadków, oczywiście z Fifką, udało się jej w miarę polubić z samochodem i większość drogi przespała. A w domu pracowałyśmy nad tą jej ekscytacją naszym powrotem (nieraz jej pęcherz był jeszcze szczęśliwszy od niej, przez co czasem nie wytrzymywał) i teraz praktycznie się jej to nie zdarza.
Z Joko ćwiczyłyśmy chodzenie na luźnej smyczy i całkiem dobrze wychodzi jej to na spacerze tylko ze mną jak i w większym gronie. Niestety z Joko zrobiłyśmy jak na razie tylko tyle. :/
Joshinkowe chodzenie na luźnej smyczy ma się niestety sporo gorzej. Niestety jest ona już "nauczona" ciągnięcia. Kiedy idziemy na spacer w dwójkę idzie ładnie, ale kiedy spacerujemy z Joko, bardzo chce iść pierwsza. Przywołanie idzie całkiem dobrze, to znaczy przychodzi kiedy ją wołam, ale czasami zdarzy się jej rozproszyć jakimś zapaszkiem. Ignorowanie psów (ale tylko tych na posesjach) jest już prawie idealne, nawet na psy sąsiadki już aż tak się nie rzuca i nie szczeka :)
Kiedy wrócę do domu mam w planach wybrać się z piesełkami do Ojcowskiego PN i może uda nam się podjechać nad jakąś rzekę albo kąpielisko :D
Jeśli znacie jakieś fajne miejsca na wycieczkę w okolicach Krakowa, dajcie znać w komentarzach! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz